Rząd hamuje e-studia

Gazeta Prawna
NR 213 (1831) 2006-11-02

■ Eksperci ostrzegają, że nowe przepisy znacznie utrudnią działalność wirtualnych uczelni
■ Tylko 70 proc. zajęć na studiach niestacjonarnych będzie mogło odbywać się przez internet
■ Pokrzywdzeni będą zwłaszcza Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii, Irlandii, USA i Australii

zmiana prawa

Rektorzy uczelni twierdzą, że resort nauki chce zakazać prowadzenia studiów przez internet właśnie teraz, gdy cały świat stawia na taką formę edukacji.

Kontrowersyjne proporcje

Tylko 70 proc. zajęć dydaktycznych na studiach niestacjonarnych może odbywać się przez internet. Taki wymóg przewiduje projekt rozporządzenia w sprawie warunków, jakie muszą być spełnione, aby zajęcia mogły być prowadzone z wykorzystaniem metod kształcenia na odległość. Oznacza to, że studenci, którzy wybrali studia przez internet, 30 proc. zajęć będą musieli odbyć w uczelni.

Tymczasem na studia on-line decydują się osoby, które nie mogą studiować dziennie, wieczorowo lub zaocznie. Na Polskim Uniwersytecie Wirtualnym uczy się ponad 1100 osób, z tego 180 mieszka w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Irlandii, a także Stanach Zjednoczonych, Korei Południowej i Australii.

– Zwiększenie obowiązkowej liczby zajęć na uczelni uderzy najbardziej właśnie w studentów zagranicznych. Będzie to dla nich nie tylko duże utrudnienie logistyczne, a także finansowe – mówi Wojciech Zieliński z Polskiego Uniwersytetu Wirtualnego.

Wyższa Szkoła Biznesu w Nowym Sączu prowadzi on-line m.in. trzyletnie licencjackie studia zaoczne na kierunku informatyki. Obejmują one łącznie 1260 godzin wykładów i ćwiczeń. Studenci spędzają w szkole obowiązkowo dwa weekendy w semestrze. Podczas nich odbywają się egzaminy oraz seminaria. Takie zasady obowiązują na większości uczelni prowadzących studia z wykorzystaniem m.in. platformy, komunikatora, kamery i poczty internetowej. Po wejściu w życie rozporządzenia studenci będą musieli przyjechać do szkoły dodatkowo trzy razy w semestrze.

Uczelnie postulują

– Granica 70 proc. jest zbyt niska. Rada Główna Szkolnictwa Wyższego zaproponowała 85 proc. – mówi prof. Jan Madey z Uniwersytetu Warszawskiego.

Krzysztof Pawłowski, rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu, uważa jednak, że nie powinno być żadnego ograniczenia. Jego zdaniem uczelnie powinny być zobowiązane jedynie do przeprowadzania w rzeczywistym świecie egzaminów i seminariów, aby uniknąć zdawania wirtualnego sprawdzianu przez osobę podstawioną przez studenta.

Wojciech Zieliński proponuje, aby w rozporządzeniu zapisać, że liczba zajęć tradycyjnych ma zapewnić odpowiednią jakość kształcenia, czyli wynikać ze specyfiki danego kierunku. Dzięki temu szkoły same określałyby liczbę spotkań w rzeczywistym świecie.

– O tym, czy uczelnia trzyma poziom, decydowałyby komisje akredytacyjne, które sprawdzałyby poziom świadczonych usług – dodaje Zieliński.

Studenci pielęgniarstwa na PUW muszą pojawić się na uczelni cztery razy w semestrze i odbyć zajęcia w laboratorium czy szpitalu. Jednak na kierunku politologii wystarczą tylko dwie wizyty. Eksperci dodają, że dużym ograniczeniem będzie obowiązek przeprowadzania egzaminów na terenie uczelni.

– Dla 40 studentów z Irlandii uczelni opłaca się wynająć salę w Dublinie i wysłać tam egzaminatora – dodaje Marcin Dąbrowski ze Szkoły Głównej Handlowej.

W tyle za światem

Wykładowcy podkreślają ponadto, że system zaproponowany w projekcie rozporządzenia utrudni konkurowanie polskim szkołom na zagranicznym rynku edukacyjnym.

– Dzięki pełnym studiom e-lear-ningowym oferta szkół wyższych mogłaby być osiągalna nie tylko dla osób mieszkających z dala od ośrodków akademickich, ale również Polaków w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Irlandii. Krajowe uczelnie mogłyby także rozwinąć anglojęzyczną ofertę studiów dla obcokrajowców i wejść na nowe rynki, jak np. do Chin czy Rosji – wyjaśnia Marcin Dąbrowski.

Zagraniczne uczelnie już dawno postawiły na taką formę nauki. W USA edukację uniwersytecką poza murami kampusów zdobywa ponad 2 mln studentów. Wyróżnia się tam zwłaszcza University of Phoenix – największy prywatny uniwersytet w Stanach Zjednoczonych, którego oddział nauczania na odległość kształci ok. 40 tys. studentów. Dostępne w całym kraju kursy internetowe oferuje w Chinach Tsinghua University, a w Indiach Indira Ghandi National University. W Europie e­studia prowadzą m.in. Oxford Uniwersity i The Open University – największy brytyjski uniwersytet wykorzystujący różne formy kształcenia na odległość.

W Polsce pierwsze studia przez internet uruchomiono ponad 5 lat temu, kiedy nie było jeszcze odpowiednich podstaw prawnych. Dziś, kiedy pojawia się pierwsza szczegółowa regulacja, oferuje je już ponad 20 uczelni, w tym m.in. Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych w Warszawie, Wyższa Szkoła Zarządzania – The Polish Open University. Wiele uczelni, w tym Szkoła Główna Handlowa, Uniwersytet Warszawski, prowadzi wiele zajęć właśnie przez internet, a konsorcjum czterech uczelni przygotowało już pełen program internetowych studiów informatycznych.

Ministerstwo bez danych

– Niestety, warunki określone w rozporządzeniu nie pomogą polskim uczelniom – podkreśla rektor Krzysztof Pawłowski. Jego zdaniem ministerstwo z jednej strony chce pokazać, że jest przychylne nowoczesnym technologiom, a z drugiej zabrania stosować je tak, jak w innych cywilizowanych krajach.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie wie nawet, ile uczelni prowadzi e-studia. Zdaniem Ewy Kafarskiej, rzecznika MNiSW, uczelnie podchodzą do studiowania w sieci bez entuzjazmu. Tymczasem powołały już stowarzyszenia e-learningu akademickiego skupiające ekspertów z kilkunastu ośrodków zainteresowanych tą formą edukacji. Ma ono przygotować standardy i promować dobre wzorce prowadzenia e-learningu.

– Stosowanie ich zapewni wysoką jakość e-studiów. To powinno pomóc w przekonaniu ministerstwa, iż są one równie wartościowe, co tradycyjne studia – dodaje Marcin Dąbrowski.

– Dajmy czas na rozwinięcie się e-studiów. Zawsze przecież można znowelizować rozporządzenie, by nadążało za życiem – podsumowuje Ewa Kafarska.

75 proc. szkół wyższych w USA prowadzi studia lub zajęcia przez internet, w Polsce – 5 proc.
 
Jolanta Góra